Rozdziały

niedziela, 25 marca 2018

Rozdział 1 Kiedyś byliśmy ludźmi

   Ciemność okalała me ciało. Nie była jednak taka, jak dotychczas. Mimo tego, że znajdowałam się w obcym mi miejscu, nie czułam strachu. Jedynie... ekscytację.
   Widziałam ciała osób, które znałam, lecz nie wiedziałam skąd. Ich twarze były skrzywione w grymasach bólu. 
Ach, nie chciałabym czuć teraz tego co oni. Jednak nie przeraża mnie ta myśl. Kompletnie nie wiem, co się stało, jednak nie zmienia to faktu, że w tym momencie czuję się genialnie!
Może to szaleństwo, jednak szaleniec nigdy nie powie o sobie, że jest szalony.
   Napędzona przepięknym zapachem ich krwi, poleciałam biegnąc i skacząc wgłąb lasu.
Nie wiem, gdzie mnie nogi zaniosą, jednak wiem, że chcę tam być! 
   Nie mniej, piękne było to przeżycie. Czułam się wtedy tak, jak nigdy. Poruszałam się z nieznaną siłą, wyczuwałam obecność każdej istoty, drzewa, a nawet podmuchu wiatru kilkanaście metrów ode mnie. Byłam jednością ze światem.
   I nagle euforia minęła, a w moją świadomość uderzyła rzeczywistość. Dokładnie, straciłam grunt pod nogami, w przenośni i dosłownie. Zahaczyłam w podskoku o wystający korzeń i wleciałam na drzewo z całą skumulowaną w biegu siłą. Usłyszałam chrzęst, niewątpliwie jakiejś kości w karku. I umarłam... tyle, że był pewien problem... ja już i tak nie żyłam.
   Leżałam krótką chwilę na ziemi modląc się o szybki koniec. Jednak zamiast niekończącej się czerni, widziałam trawę, w którą teraz wtulałam głowę. Leżąc nie czułam bólu, wstając nie odczułam, by mi się coś złamało. Rozciągnęłam się, obejrzałam swoje kończyny, czy aby na pewno nic mi nie było. Dopiero, kiedy rozejrzałam się po najbliższej okolicy zrozumiałam, że trzask nie wydobył się ze mnie, a z drzewa, w które wpadłam i które teraz przełamane było w poprzek.
Hehe... Jak nic mam twardy łeb. Irlandzka krew!
   Ruszyłam pewnym krokiem przed siebie, jakbym była toreadorem po zwycięskiej walce z bykiem. Euforia powróciła, jednak tym razem nie w postaci niekontrolowanej radości, a samozachwytu.
   Przyskoczyłam do innego drzewa, po czym z całej siły uderzyłam je pięścią. Roślina zakołysała się, a w miejscu uderzenia pojawiło się wklęśnięcie, któremu natychmiast się przyjrzałam.
Nie wiedziałam, że jestem aż tak silna!
   Odwróciłam się na pięcie i odmaszerowałam kilka kroków, za nim przypomniałam sobie, że kompletnie nie wiem, gdzie jestem oraz gdzie mam iść.
Spokojnie, przecież Postrach Drzew da sobie radę. Nie w takich sytuacjach już byłam. Jestem silna, najsilniejsza. Żaden z moich znajomych nie jest tak silny jak ja.
   No i sobie przypomniałam, że żadnego znajomego, ba! jakiejkolwiek osoby nie pamiętam. Stałam przez chwilę jak wryta i szybko analizowałam to, co pamiętałam. Ostatnim wspomnieniem była moja obecność w ruinie, w której... przyczyniłam się do śmierci moich przyjaciół.
Jak? Jak?! Co ja wtedy im zrobiłam?
Usiadłam na ziemi dalej myśląc o tym wydarzeniu.
Coś im się stało, zginęli nie przeze mnie, ale z moim pośrednictwem. Boże, co ja im zrobiłam?
Siedziałam tak, mając coraz większe wrażenie, że słyszę ich głosy, które rzucały we mnie przekleństwami i pomstami, wołające mnie z imienia, bym do nich dołączyła i krzyczały, że to moja wina. Były to głosy osób, które niewątpliwie zabiłam. Głosy moich jedynych przyjaciół.
Zostawcie mnie...
   Podniosłam wzrok z ziemi i ujrzałam niewyraźne sylwetki chodzące naokoło mnie. Były to postacie rozmazane, niewiadomego wieku i płci. Niektóre z nich mówiły do mnie, krzyczały i groziły, inne pozostawały w milczeniu.
   Patrzyłam na nie z przerażeniem, modląc się, żeby ten koszmar się skończył. Modlitwa niewiele tu dała, więc z oporem, jakby ktoś mnie trzymał, wstałam i zaczęłam uciekać. Niestety ani głosy nie ucichły, ani postacie nie zniknęły. Co chwilę widziałam dręczącą mnie sylwetkę między drzewami. Wszystko było upiorne i straszne, a poczucie winy jedynie potęgowało mój lęk. Chciałam zatrzymać się i dołączyć do ich lamentu, zginąć tam, gdyż byłam im to winna. Jednak nie zatrzymałam się, bo jakaś część mnie nie chciała umierać. Ta część walczyła teraz, by jak najszybciej stamtąd uciec i zapomnieć. Zapomnieć o wszystkim.
   Nagle głosy ucichły, a sylwetki przestały się pojawiać. Zatrzymałam się, mając nadzieję, że jest to moja chwila triumfu. Zamiast jednak ukochanej ulgi, dalej czułam niepokój.
   Coś kichnęło za drzewami, po czym zostało skarcone. Wyczułam obecność trzech osób. Jedna stała za mną, dwie przede mną. Już miałam rzucić się do dalej ucieczki, jednak usłyszałam zza siebie huk, i jakaś siła odbiła się od moich pleców powalając mnie przy tym na ziemię. Nie miałam siły by wstać, chciałam, by to wszystko się skończyło.
Nie będę cały czas uciekać. Poddam się tu i teraz.
Czekałam na drugi strzał, jednak on nie nastał. Jedyne, co zdołałam usłyszeć, to chrzęst i stłumiony krzyk wydany prawdopodobnie przez moich oprawców.
- To wszyscy łowcy - powiedział cienki, kobiecy głos znad mojej głowy. Nie widziałam jej twarzy i ciała, gdyż leżałam twarzą w ziemi. - Co z nią?
- Wydaje się być bezbronna, może lepiej jej nie zabijajmy i dajmy jej odejść. - Tym razem osoba mówiąca była płci męskiej. Stał on gdzieś za mną.
- Paul, ja wiem, że masz dobre serce, ale ona jest wampirem - wtrąciła się ponownie dziewczyna.
- Jednak uciekała przed łowcami. Wróg mojego wroga to mój przyjaciel - odparł Paul. - Co o tym myślisz, Katie?
- Ta, tyle że ten twój "przyjaciel" jest wampirem. Wiesz, że są one zdradzieckie...
- Zamknijcie się i dajcie mi pomyśleć - odezwał się kolejny męski głos.
- David, nie ma nad czym się zastanawiać, zabijmy ją i wracajmy do Jaskini - powiedziała Katie.
   Jedna z osób podeszła do mnie i kucnęła. Czułam od niej silny zapach, jednak nie mogłam określić, jaki.
- Jak się nazywasz? - zapytał David. Podniosłam głowę i zobaczyłam go. Szatyn, ciemnooki, opalony, nawet wysportowany i nawet ładny.
- Powiedziałabym... - mówiąc to przerwałam, by odkaszlnąć - jednak nie pamiętam...
- Z jakiego klanu pochodzisz? - zapytał ponownie.
- Nie wiem...
- Jak to nie wiesz? Zostałaś przemieniona przypadkiem? - Mężczyzna pokręcił głową.
- Nie wiem...
- A wiesz w ogóle czym jesteś? - Podczas mówienia tego wydał mi się... zatroskany.
- Nie wi... czym jestem? - Spojrzałam na niego pytająco, nie za bardzo rozumiejąc jego pytanie. Chłopak jednak wstał i skierował się do dwójki swoich towarzyszy przyglądających się nam z ciekawością.
- Wracamy - powiedział i popatrzył na dziewczynę - bez dyskusji. - Katie pokiwała głową, jednak dalej mierzyła mnie nienawistnie wzrokiem.
   Grupka zaczęła ode mnie odchodzić. Nie mogłam znieść myśli, że mnie tu pozostawiają.
- Proszę! - krzyknęłam ostatkami sił. - Nie zostawiajcie mnie tu! - Do moich oczu napłynęły łzy. - One znowu mnie znajdą! - I nagle świat stał się czarny, a ja straciłam przytomność. - Bądźcie ludźmi...

David


- No dalej, Paul, z dziewczyną przegrasz? - Podśmiewywałem się z mojego przyjaciela, który kolejny raz ponosił klęskę siłując się z Katie.

- Tym razem wygram. Inaczej nie nazywałbym się Pau... - Nie udało mu się dokończyć, bo w tym momencie spadł z kamienia i syknął z bólu.
- Mówiłeś coś? - zapytała słodkim głosikiem zwyciężczyni.
- Ale to jego wina! To on mnie zagadał! Żądam rewanżu!
- Znowu chcesz przegrać? Twoja męska duma za mało ucierpiała? - Postanowiłem go jeszcze tym trochę pomęczyć. Sam się o to prosił, więc czemu by nie?
- Ale to ten kamień jest krzywy i ona miała łatwiej!
- Tak, tak, zwal całą winę na kamień. Powiedz jeszcze, że grzywka spadła ci na czoło, światło zbyt mocno pada na twoją rękę, a ja w myślach pomagam Katie.
- A żebyś wiedział! Napewno masz jakieś ukryte moce, dzięki którym robisz wszystko, żebym przegrał! Odkr...
- Cisza! - wydarła się Katie.
- No, ale... - Paul chciał coś dopowiedzieć, ale dziewczyna mu przerwała.
- Siedź cicho!
- Al...
- Przymknij się, do cholery, pacanie!
- Co jest, kicia? - wciąłem się.
- Wyczułam...
- Co wyczułaś? - dopytywałem, ale milczała. Na jej uśmiechniętą buzię wkradł się grymas niezadowolenia, a to oznaczało kłopoty. - Katie?
- Łowcy. Są blisko. Na naszym terytorium.
- No to trzeba się nimi zająć. - Paul mówiąc to wstał ze swojego dotychczasowego miejsca i ruszył do wyjścia z jaskini. Wilkołaczka złapała go za ramię w celu zatrzymania go, ale niefortunnie upadli razem na ziemię. Zacząłem się niepohamowanie śmiać.
- Złaź ze mnie! - Krzyk przyjaciółki tylko spotęgował mój śmiech.
- I czego się śmiejesz? Nie mamy na to czasu. Trzeba coś z tym zrobić - pouczała mnie dziewczyna.
- Zrobić z czym? - No to pojawił się niezły problem. Niestety alfa właśnie w tym momencie postanowił się nami zainteresować.
- Z tym, że Paul przegrał w walce na siłowanie się z Katie. - Miałem nadzieję, że jednak jakimś cudem nie wyczuje mojego cudownego kłamstewka albo chociaż odpuści sobie drążenie tej sprawy.
- Napewno? Wyglądacie na jakichś takich... niespokojnych? - Skończ już pieprzyć, zasrańcu i pozwól mi pomyśleć.
- I tu nas masz. Paulowi spadł na nogę wielki głaz i biedaczka bardzo boli.
- Co? Ale mnie nic nie..
Szybko nadepnąłem mu na stopę, a on złapał się za bolącą część ciała i zawył z bólu.
- O, widzisz jak bardzo go boli. To skrócimy mu mękę i zabierzemy go stąd. - Założyłem sobie jego rękę na plecy i wyprowadziłem na świeże powietrze.
- Ał? Co to miało być? - zapytał wkurzony chłopak.
- Nie chcę, żeby się do tego wtrącał. Sami się tym zajmiemy - wyjaśniłem.
- Więc co planujesz? - zapytała Katie.
- No właśnie muszę pomyśleć, więc wy tu zostańcie, a ja zaraz wrócę.
Odszedłem kilkanaście metrów od nich i przysiadłem na pniu jakiegoś starego drzewa. Co powinienem zrobić?
Zapach potu roznosił się wszędzie, a zmęczenie dało się wyczuć w powietrzu. Łowcy biegli ostatkami tchu goniąc... goniąc jakąś niezidentyfikowaną istotę, która znikała za kolejnym minionym przez nią zaroślom. Jedyne co rzucało się w oczy to ogniste, rude włosy rozrzucone przez wiatr. Nie dało się jednak rozpoznać biegnącego stworzenia, bo kiedy już zaczynało być widoczne to przyspieszało i oddalało się z pola widzenia.
Kolejna wizja. Była to bardzo przydatna moc, bo zawsze pomagała mi w wyborze, abym nie popełnił błędu. Musiałem się dowiedzieć, jakie stworzenie widziałem, dlatego decyzja okazała się prosta.
Bez większego namysłu powróciłem szybkim krokiem do przyjaciół, zachęcając ich machnięciem ręki do podążania za mną.
- No gdzie ty znowu idziesz? - Paul po wypowiedzeniu tego pytania, wydał z siebie jęk zirytowania.
- A jak myślisz, pacanie? - odezwała się blondynka.
- No właśnie nie wiem, bo David nie powiedział.
- Oj, nasz, malutki i głupiutki Pauluś - westchnęła.
- Posłuchaj, stary... Bo jest coś takiego jak mózg, co nie? Więc spróbuj ten pierwszy raz w życiu, użyć go i pomyśleć. Skoro kieruję się w stronę lasu, gdzie Katie wyczuła obecność łowców to chyba logiczne, że uznałem, że idziemy to sprawdzić. - Starałem się mówić tak, jak mówi się do małych dzieci, mając nadzieję, że lekko go to wkurzy. Kochałem go jak brata, ale czasem był naprawdę nieogarnięty, a ja uwielbiałem to wykorzystywać, żeby go zdenerwować.
- Czyli...? - dopytał nieśmiało.
- Cz...
- Czyli idziemy za Davidem sprawdzić co z tymi łowcami, bezmózgu - wcięła mi się niebieskooka.
Ruszyliśmy biegiem we dwójkę, a gdzieś za nami dało się słychać Paula obijającego się o gałęzie, które strzelały mu prosto w twarz. Kierowałem się za dziewczyną, gdyż miała moc wyczuwania każdej istoty, nieważne jak daleko była od nas oddalona.

- Tak właściwie to po co? Tylko się narazimy łowcom i alfie - zaczął szatyn, gdy tylko się zatrzymaliśmy, a jemu udało się do nas dogonić.
- Miałem wizję - odpowiedziałem zdawkowo.
- Ale mi też powód. Żadna nowość. - Od razu wyczułem, że chłopak tylko się przekomarza. Nie tylko on potrafi odczytywać uczucia innych. Jednak specem od tego jest właśnie Paul, który posiada moc wyczuwania u każdego wszystkich możliwych emocji.
- Co widziałeś? - zadała pytanie Katie. W takich momentach zawsze jest bardzo opanowana. Zresztą ja również staram się być bardzo poważny. Niestety przy moim przyjacielu nie do końca mi to wychodzi.
- Łowców goniących jakąś istotę. Problem w tym, że nie udało mi się zobaczyć jaką. W oczy rzucało mi się tylko jej rude siano na głowi... - Przerwało mi kichnięcie i głosy karcące kogoś, kto wydał ten dźwięk. Momentalnie umilkliśmy, bo oznaczało to, że poszukiwany przez nas obiekt był w zasięgu ręki.
Niespodziewanie padł strzał, a mi w końcu udało się zobaczyć rudowłosą istotę. To w nią skierowany był wystrzał. Trafił ją prosto w plecy, ogłuszając i powalając na ziemię. Przemieniwszy się w wilkołaka, bez zastanowienia pognałem w stronę łowców, rzucając się na jednego z nich. Złapałem go w swoje łapy, następnie wbijając zęby i rozrywając skórę. Poczułem w pysku metaliczną ciecz rozpływającą się po moich siekaczach, a przytrzymywane przeze mnie ciało bezwładnie opierało cały swój ciężar na mnie. Wszystko było dla mnie jasne. Nie żyje. Puściłem mojego przeciwnika, a sam powróciłem do ludzkiej postaci. Rozejrzałem się po okolicy i dostrzegłem kolejne dwa trupy lądujące u moich stóp. Byłem tak pochłonięty własną walką, że zupełnie zapomniałem o towarzyszach. Zostawiłem ich samych sobie w niebezpiecznej sytuacji, to się nie może nigdy więcej powtórzyć.
Katie wraz z Paulem podeszli do leżącej, jak się okazało, dziewczyny i chłopak przykucnął tuż przy jej głowie.
- To wszyscy łowcy - odezwała się jako pierwsza Katie, spoglądając na mnie. - Co z nią? - dopytała.
- Wydaje się być bezbronna, może lepiej jej nie zabijajmy i dajmy jej odejść - zaproponował.
- Paul, ja wiem, że masz dobre serce, ale ona jest wampirem. - Wampirem? Skąd ona..? A tak.. Ma niezawodny węch, więc napewno wyczuła z kim mamy do czynienia.
- Jednak uciekała przed łowcami. Wróg mojego wroga to mój przyjaciel. Co o tym myślisz, Katie?
- Ta, tyle, że ten twój "przyjaciel" jest wampirem. Wiesz, że są one zdradzieckie... - Blondynka postanowiła twardo trzymać się swojego zdania. To był idealny moment na przerwanie tego teatrzyku, trzeba było podjąć decyzję.
- Zamknijcie się i dajcie mi pomyśleć - wysyczałem.
- David, nie ma nad czym się zastanawiać, zabijmy ją i wracajmy do Jaskini. - Musiałem wziąć sprawy w swoje ręce, dlatego także się zbliżyłem i kucnąłem przy "problemie".
- Jak się nazywasz? - zacząłem.
Wampirzyca podniosła głowę i przeskanowała mnie spojrzeniem.
- Powiedziałabym... - zrobiła przerwę, by odkaszlnąć - jednak nie pamiętam...
- Z jakiego klanu pochodzisz? - kontynuowałem.
- Nie wiem...

- Jak to nie wiesz? Zostałaś przemieniona przypadkiem? - Jeżeli tak było, to mamy problem.
- Nie wiem...
- A wiesz w ogóle czym jesteś? - Sam nie wiedziałem czy dostałem bzika, czy brzmiałem jakoś tak łagodnie, wręcz za łagodnie. Tak jakbym był... zatroskany? Katie rzuciła mi zdziwione spojrzenie, co oznaczało, że również to usłyszała w moim głosie. Bałem się pomyśleć, co działo się teraz w głowie Paula, który miał moc wyczuwania wszystkich emocji i uczuć u każdej istoty.
- Nie wi... czym jestem? - Spojrzała na mnie pytająco.
Co powinienem zrobić? Trochę mi jej szkoda i chyba nawet odrobinkę, ale tylko odrobinkę jej współczułem. Niech zna moją litość, oszczędzę ją, a często mi się to nie zdarza.
Wstałem i ruszyłem w kierunku przyjaciół, przyglądających się rozwojowi sytuacji.
- Wracamy - rzuciłem nakazująco i zerknąłem na Katie - bez dyskusji. - Dziewczyna kiwnąwszy głową, nienawistnie mierzyła wzrokiem nieznajomą.
Zaczęliśmy powoli odchodzić tam, skąd przybyliśmy, pozostawiając rudowłosą samą.
- Proszę! - krzyknęła ostatkami sił. - Nie zostawiajcie mnie tu! - Każde wypowiedziane słowo było coraz cichsze i bez przekonania. - One znowu mnie znajdą! - Starałem się nie zwracać uwagi na jej prośby, chociaż, co mnie zdziwiło, było to dla mnie dosyć trudne. - Bądźcie ludźmi. - To była ostatnia rzecz, jaką powiedziała, po czym zaległa cisza. Do moich uszu dobiegł jedynie dźwięk jej upadającego na ziemię ciała.
Biłem się z myślami i nagle zrobiłem coś, czego nikt się nie spodziewał. Nawet ja sam. Szybkim krokiem wróciłem do wampirzycy i wziąłem ją na ręce. Mocno przycisnąłem do swojej klatki piersiowej i spowrotem dołączyłem do towarzyszy.
- No ty chyba zwariowałeś. Zamierzasz ją zabrać ze sobą? To wampir. Tak naprawdę to powinniśmy ją od razu zabić. Pomyśl o Alf...
- Już zdecydowałem i nie ma odwrotu. Zabieramy ją i tyle w temacie. Chodźcie, bo przed nami długa droga. - Bez oglądania się za resztą wziąłem dupę w troki i skierowałem się do Jaskini.
Niestety w jednym Katie miała rację i tego obawiałem się najbardziej. Jak zareaguje Alfa na taką niespodziankę?



———————————————————————

Carpe diem! :)
Oto nowy blog dla fanów fantasy. Historia pisana z dwóch perspektyw - wampirów i wilkołaków.
Nie ma żadnej wyznaczonej daty następnego rozdziału i już na starcie możemy zapewnić, że nie będą dodawane regularnie. Będziemy jednak starać się, wstawiać następne części opowiadania jak najczęściej.
Zapraszamy również do wyrażania swoich opinii ;)
Memento mori!